niedziela, 1 sierpnia 2010

Projekt Woodstock


Eskapada na Woodstock... Rok temu nie udało się dojechać, a tak mało kilometrów zostało do celu, więc w tym roku postanowiliśmy zobaczyć czy przypadkiem jakaś klątwa nie krąży nad nami. Plan był prosty: bierzemy karawele, ładujemy się do niej w tyle osób ile wejdzie, oglądamy Papa Roach i następnego dnia wracamy. Wszystko pięknie tylko podróż trwała 13h a nie jak zakładalismy 6,5h, więc na koncerty za bardzo nie udało nam sie dojechac i przed samą północą dopiero byliśmy na miejscu. Następnego dnia rano poszliśmy jedynie przejść cały teren i zobaczyć jak to wszystko wygląda i do domu. O dziwo droga powrotna zajęła nam dokładnie tyle ile GPS pokazywał. Bądź co bądź, ale ja osobiści uważam podróż za udana i ciesze się, że mogłem odchaczyć w końcuk, że byłem na przystanku Woodstock.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz